Szuflady i szafy

Otworzyłam szuflady i szafy. Porządkuję.rzeczy i wspomnienia. W szufladach i w sercu robi się ciszej ale nie z pustki, lecz z decyzji. Trzymam w dłoniach to, co było, i nagle widzę wyraźniej. I przypomniałam sobie o 3 kartach, które we wrześniu prowadząca warszraty dala nam do wylosowania. Karty miały pomóc nam spojrzeć na to : - jak było? - jak jest? - jak będzie? To też forma porządkowania. Jak było? Pierwsza karta przypomniała mi o dźwiganiu, o tym wszystkim, co latami odkładałam „na potem”. Dlatego dziś część rzeczy oddaję. Pozwalam odejść temu, co już miało swoje miejsce i swoją lekcję. Pozostawiam wdzięczność zamiast kurzu. Jak jest? Druga karta pokazała mi ruch, przejście i zmianę. Dlatego część rzeczy z których juz nie korzystam sprzedaję. Z lekkością i z intencją: niech to, co służyło mi i wypelniło już przy mnie swoje zadanie,…

0 Komentarzy

Czy ja lubię kawę?

Kto mnie zna, ten wie, że tak. Czasem jednak zastanawiam się, co tak naprawdę lubię w tym piciu kawy. Smak? Zapach? A może ten mały rytuał? Najbardziej lubię ten moment, gdy gotuję kawę z przyprawami, potem przelewam ją do małego dzbanka i rozkoszuję się jej zapachem. Stawiam ją w salonie, nalewam do małej filiżanki I powoli piję gorącą. Cały pokój pachnie kawą i luksusem - takim, który nic nie kosztuje, a wszystko zmienia. Kiedyś często kończyłam z zimną kawą. Zostawioną gdzieś między jednym telefonem a drugim, między myślą i obowiązkiem, między „już idę” a „zaraz wracam”. A potem przyszła do mnie ta książka — „Zanim wystygnie kawa”. Czytałaś / czytałeś tę książkę? Polecam. Opowieść o tym, że czas można próbować cofnąć, ale sens zawsze wraca do jednego: najważniejsze rzeczy dzieją się tu i teraz. W tej chwili. W tej filiżance.…

0 Komentarzy

Podróże w czasie i przestrzeni

Mam taką znajomą, dla której niemożliwe po prostu nie istnieje. Nazwijmy ją Kasia. Ma w sobie zalet moc i tę iskrę, co rozpala rzeczy, zanim zdążysz powiedzieć „chyba się nie da”. Pamiętacie „Pippi” Astrid Lindgren? Kasia bywa jak współczesna Pippi Langstrumpf. Mieszka w domku na końcu wsi, jej tata przemierza dalekie lądy i oceany. Pippi jadła gwoździe, tańczyła boso w kukurydzy i potrafiła podnieść konia. Kasia… no cóż ... potrafi bardzo podobnie. Może nie podnosi koni (a może po prostu o tym nie mówi?), ale energią potrafi unieść pół świata. Uwielbiam nasze spotkania. Przenoszą mnie do krainy dzieciństwa i radości, gdzie wszystko jest możliwe, a każdy dzień pachnie przygodą. A jednocześnie, kiedy trzeba, Kasia ogarnia cały codzienny kołowrotek, nawet ostry cień szarego ZUS-u. Bez mrugnięcia okiem. Rozmowa o terminach z nią to jak, podróże w czasie i przestrzeni, jak skakanie…

0 Komentarzy